W kwietniowy poranek tor był jeszcze chłodny, ale suchy. Taki, w którym asfalt pachnie lekko wilgocią, a dźwięk silnika odbija się od trybun jak w pustej hali. Jörg Weidinger, inżynier BMW M, wcisnął gaz w podłogę i… poszło. BMW M3 CS Touring zrobiło 20,823 kilometra w 7 minut i 29,490 sekundy. Pękła granica siedmiu trzydziestu – wcześniej nikt w tej klasie średnich Touringów tego nie zrobił. Poprzedni rekord? 7:35,060, też w BMW, ale w starszym M3 Touring. Różnica wydaje się niewielka, ale na tym torze to wieczność.
Krótka lista, ale jaka treściwa
Rodzina M3 i M4 to teraz trochę jak własne podwórko BMW. Najszybsze M4 CSL – 7:18,137. Potem M4 CS – 7:21,989. Dalej M3 CS – 7:28,760. I nagle Touring, czyli – umówmy się – samochód, w którym można przewieźć szafkę z Ikei, robi lepszy czas niż limuzyna. O sekundę, ale jednak. To dlatego w BMW powtarzają hasło „One Car Solution”. Taki trochę wilk syty i owca cała – w piątek na tor, w sobotę po zakupy.
Nürburgring – trochę jak drugi garaż
BMW M ma tu swój mały świat. Most z logo, trybunę BMW M Power, a za kulisami Centrum Testowe. Od ponad ćwierć wieku Nürburgring jest dla nich czymś więcej niż torem. To miejsce, gdzie auta się wychowuje. Gdzie każdy nowy model dostaje swoją dawkę ostrych zakrętów i hamowań na granicy przyczepności. Swoją drogą – można tam też pojeździć samemu w ramach BMW M Driving Experience. Instruktor siedzi obok, mówi, gdzie puścić gaz, a ty starasz się udawać, że wiesz lepiej.
BMW iX3 na finiszu testów – 800 km zasięgu i ładowanie w 10 minut
Tor, który nie wybacza
Dwadzieścia kilometrów i osiemset trzydzieści dwa metry. Ponad siedemdziesiąt zakrętów. Wzloty, spadki, zakręty w których auto składa się jak sprężyna. To nie jest trasa, na której można się zgubić – tu można się tylko spóźnić. Rekordy mierzą niezależni kontrolerzy, żeby nikt nie próbował „ulepszać” seryjnego auta. A BMW M wie, jak wygrywać. Mają na koncie 21 triumfów w 24-godzinnym wyścigu. Ostatni – w tym roku. Ekipa ROWE Racing startowała z 17. miejsca. Skończyła pierwsza. Można? Można.
Co siedzi w tym BMW M3 CS Touring
Pod maską – rzędowa szóstka, 550 KM. Zero do setki w 3,5 sekundy. Prędkość maksymalna – 300 km/h, jeśli ktoś ma gdzie to sprawdzić. Napęd na cztery koła M xDrive, skrzynia M Steptronic z ośmioma biegami, zawieszenie docięte pod tor. Hamulce M Compound w standardzie, a dla chętnych – karbonowo-ceramiczne z czerwonymi albo złotymi zaciskami. Wnętrze? Sportowe, ale z bagażnikiem od 500 do 1510 litrów. W skrócie: fotel kubełkowy, cyfrowy kokpit i miejsce na wózek dziecięcy.
BMW M2 CS: ostrzejszy, lżejszy, szybszy.
Morał z całej historii
BMW M3 CS Touring to taki samochód, który każe się zastanowić, czy naprawdę trzeba mieć dwa auta – jedno do jazdy, drugie do frajdy. Bo tu wychodzi na to, że wystarczy jedno. I że to jedno potrafi kręcić rekordy na torze, a potem przyjechać po zakupy. Trochę jakby zielone piekło miało swój praktyczny, rodzinny wymiar.
Źródło: BMW














